Czy nowy produkt Google ma do zaoferowania coś więcej niż obecnie dostępne wirtualne światy online?
Marzena Falkowska

Czy nowy produkt Google ma do zaoferowania coś więcej niż obecnie dostępne wirtualne światy online?
Marzena Falkowska
Tworzony przez ponad dwa i pół roku Google Lively, najnowszy produkt internetowego giganta, wydaje się być w założeniu połączeniem obu tych tendencji.
Wersja beta Lively opublikowana została przed trzema dniami. Obecnie usługa umożliwia głównie tworzenie awatarów, zakładanie własnych pokoi, zmianę wyglądu jednych i drugich, zapraszanie do dwudziestu przyjaciół jednocześnie, wykonywanie prostych akcji typu podawanie ręki czy przytulanie oraz oczywiście rozmawianie z innymi użytkownikami. Po wpisaniu w okno wyszukiwarki zamieszczone na oficjalnej stronie Lively słowa kluczowego Poland wynika, że nasi rodacy założyli już co najmniej dwadzieścia kilka pokoi.
Wygląda to nieco jak kopia Second Life, ale wbrew pozorom nie do końca nią jest. Przede wszystkim Lively działa w oknie przeglądarki (trzeba mieć Firefoksa lub Internet Explorera oraz Windows XP lub Vista - użytkownicy innych przeglądarek i systemów operacyjnych muszą na razie obejść się smakiem). Bezpośredni dostęp do programu można uzyskać z poziomu serwisów internetowych i blogów - obecnie korzystać mogą z niego na przykład osoby zarejestrowane na Facebooku, w planach jest m.in. MySpace. Integracja z "tradycyjnym" internetem przejawia się też w możliwości wstawiania do wirtualnych pokoi zlinkowanych plików graficznych (Picasa) czy filmowych (YouTube).
Ważniejsza różnica polega jednak na tym, że w przeciwieństwie do Second Life po pierwsze nie ma jednego świata, po którym poruszają się wszyscy użytkownicy, a po drugie nie ma możliwości tworzenia własnych obiektów, kupowania ich ani sprzedawania. Brakuje user-generated content i wirtualnej ekonomii. Google Lively to obecnie właściwie przede wszystkim trójwymiarowy czat. Warto też zauważyć, że kreskówkowy, mało realistyczny styl awatarów, przedmiotów i otoczenia sugeruje chęć dotarcia raczej do młodszych odbiorców.
Dotychczasowe opinie o programie wahają się od ostrożnych do otwarcie negatywnych. I właściwie trudno się temu dziwić. Problemy z płynnym działaniem i niedopracowany interfejs można złożyć jeszcze na karb wersji beta. Pozostaje jednak podstawowe pytanie: co Google chce osiągnąć? Czym się wyróżnić? Trudno bowiem przewidywać, by program przekonał do siebie całkiem niemałą rzeszę internautów, którym w celu komunikowania się w sieci do szczęścia nie są potrzebne ani trójwymiarowa grafika, ani awatary.
Czy zatem będzie to kolejna z inicjatyw Google, które nie przyjęły się na większą skalę - takich jak na przykład Froogle - czy też internetowy gigant ma szerzej zakrojony plan i dokładnie wie, co robi? Czas pokaże.