Blu-ray dopiął swego. Ale stoi przed znacznie trudniejszym zadaniem niż poprzednicy
Tomasz Grynkiewicz

Blu-ray dopiął swego. Ale stoi przed znacznie trudniejszym zadaniem niż poprzednicy
Tomasz Grynkiewicz
Choć wydawałoby się, że w sprawie Blu-ray właściwie wszystko pozamiatane, do wpisu skłoniła mnie reklama sklepu dla czytelników TechNoBloga (patrz zdjęcie) z piątkowej wkładki w "Gazecie Wyborczej".
Promocyjna akcja to kopia tego, co dzieje się na całym świecie - takie oczyszczanie okopów po bitwie między HD DVD a Blu-ray. Ciekawostka, że zaczęło się, zanim Toshiba wywiesiła białą flagę (np. w niemieckich Saturnach).
Ale choć obóz Blu-ray z dumą ogłasza kolejne badania - ostatnio dotyczące rosnącej świadomości użytkowników w USA (60 proc. wie, co to Blu-ray Disc, w porównaniu ze stanem 0 sprzed dwóch lat), nadal mam wątpliwości, czy Blu-ray stanie się na tyle masowym formatem, jak udało się to DVD.
Wątpliwości zaznaczałem już na TechNoBlogu.
Ale dorzucę kolejne - w poprzedniej epoce porównanie z VHS wypadało na korzyść DVD - nowy format był znacznie poręczniejszy (no i zajmował mniej miejsca na półce). Jakość też miała tu swoje trzy grosze - ale w moim odczuciu ten argument początkowo miał znaczenie tylko dla geeków.
Jak wypada tu Blu-ray?
Poręczniejszy nie jest. Za to pojemniejszy. Ale tu warto odwrócić wzrok od płyt - Blu-ray ma bowiem konkurenta w postaci przenośnych dysków twardych. Pomijając, że oferują znacznie większą pojemność, to nie potrzeba nagrywarki Blu-ray (dziś i tak rzadko spotykanej).
Ale większe wyzwanie - paradoksalnie - czeka obóz Blu-ray w kwestii przekonania klienta o różnicy w jakości. Kto widział porównanie obrazu z DVD z obrazem z płyty Blu-ray, różnicę teoretycznie powinien dostrzec na pierwszy rzut oka.
Jest tylko jedno małe "ale" - różnicę widać, pod warunkiem, że zainwestujemy w odpowiedni telewizor (i to nawet nie w najpowszechniejsze w sklepach modele o rozdzielczości 1366x768)
A marketing producent telewizorów zrobił już swoje - producenci nalepkę HD wciskali gdzie tylko mogli (True HD, Full HD, HD Ready etc.) Efekt? W ub. r. firma Leichtman Research Group przeprowadziła badania, z których wynikało, że klienci są przekonani, że wystarczy kupić telewizor HD, by oglądać obraz w wysokiej rozdzielczości. Nawet kiedy oglądają film ze zwykłego DVD. Taka sytuacja miała miejsce w ponad 10 mln amerykańskich gospodarstw domowych. Polskich badań tego typu nie widziałem, ale podejrzewam, że u nas statystyki nie lepsze (oczywiście, nie w liczbach bezwględnych ;-).
Co zostaje Blu-ray?
1. cyfrowa telewizja naziemna - co prawda przy przejściu z sygnału analogowego nie potrzeba wymieniać telewizora, ale pokusa będzie. I te daty przechodzenia w poszczególnych krajach na DVB obóz Blu-ray powinien rozegrać marketingowo na swoją korzyść.
2. dogonienie HD DVD - brzmi dziwnie? Nie powinno - na nośniki nowej generacji, większa pojemność i wyższa jakość to za mało. Toshiba to wiedziała i od początku zapisała w formacie możliwości ściągania kontentu przez internet. Blu-ray tymczasem wszedł na rynek niedopracowany, pod presją HD DVD. Tak im się śpieszyło, że Sony, lider obozu Blu-ray, dopiero w przyszłym tygodniu wypuści dwa pierwsze filmy z opcją BD-Live ("Walk Hard: The Dewey Cox Story" i "The 6th Day"), które umożliwią widzom bezpośrednie ściągnięcie dodatkowych materiałów z sieci. Materiały mają być eksluzywne - tzn. tylko ci korzystający z BD-Live będą mieli do nich dostęp.
I zobaczymy, co spece od Sony wymyślą w temacie łączenia się z internetem - bo jeśli się skończy na udostępnianiu eksluzywnych historyjek, to może się okazać, że sprytniejszy ruch wykonała Toshiba, wycofując się zawczasu z tego biznesu (choć i tak wtopiła setki milionów dolarów).