Blackbirda stworzono z wykorzystaniem technologii Mozilli, można zatem przewidywać, że jest to produkt co najmniej przyzwoity. Korzystać może każdy, jednak podstawowa grupa docelowa została określona bardzo wyraźnie: chodzi o Afroamerykanów. Blackbird ma ułatwić dostęp do treści, które mogłyby w szczególności interesować tę grupę etniczną (np. do telewizji internetowych UptownLiveTV, DigitalSoulTV czy ComedyBanksTV). Przeglądarkę wyposażono także w "czarne zakładki" i "czarne wyszukiwanie".
Powtórzę, to nie żart. To zresztą nie pierwsza przeglądarka dedykowana określonej grupie społecznej - wcześniej programiści znakomitego Flocka wydali jego kobiecą edycję, Flock Gloss.
W czym problem? Najlepiej posłuchać osób szczególnie uprawnionych do zabrania głosu; czarnoskórzy komentatorzy TechCruncha podkreślają na przykład, że taka przeglądarka przyczynia się do segregacji i wzmacnia stereotypy. Jak z przekąsem zaznaczył jeden z czytelników TC - nie każdy czarny nadużywa słowa "joł" i ma za idola Tupaca. Przede wszystkim zaś nie potrzeba specjalnego produktu, aby znaleźć i propagować serwisy dedykowane w pierwszej kolejności Afroamerykanom.
Sprawa jest więc zabawna tylko z pozoru, w istocie problem jest bardzo poważny. Dotyczy między innymi zjawiska grodzenia internetu, nieformalnego okopywania się w swoich kulturach i subkulturach. Dość powiedzieć, że Blackbird nie walczy ze stereotypami, ale wzmacnia je - co gorsze, czyniąc to w imię dobrej sprawy.
Warto zastanowić się, czy naprawdę każdemu potrzeba jego przeglądarki. Jeśli tak, proponowałbym na początek takie produkty:
- Internetowy Żeglarz Rzeczypospolitej - odrzućmy to, co nie-swojskie! Predefiniowane wyszukiwanie zostanie ograniczone do archiwów wyłącznie w naszym języku. Tego nam potrzeba, aby nie zatracić własnej tożsamości. Zresztą to ONI nas powinni się uczyć, a nie my ich. No i ta nazwa. Godna. Dumna.
- Bafangoo! - przeglądarka dla miłośników hip-hopu z całego świata, ze stosownymi zakładkami i tatuażami Tupaca w layoucie. Nazwa może niefortunna ze względu na jej mimowolnego pomysłodawcę, ale wiedzcie jedno. Nagrywając płytę "Bafangoo" w 1996 roku, Liroy BYŁ wizjonerem... W końcu udziwnione nazwy typowe dla Web 2.0. zaczęły pojawiać się w Sieci dobre 6-7 lat później.
- Moherra Saint - skoro ojciec Rydzyk woła do swych zwolenników "wszystkie moherowe berety, uczymy się internetu!", to może powinien zacząć od ideologicznie poprawnej przeglądarki? Kto wie za czyje pieniądze powstawały te fajerfoksy i eksploratory...
- Chickenpox - mamy szczytną akcję One Laptop Per Child, może drugim krokiem będzie One Browser Per Child?
Oczywiście Blackbirda można sprowadzać do absurdu znacznie dłużej, ale pozostańmy przy tych wstępnych propozycjach. Najważniejsza i tak jest reakcja przedstawicieli jego grupy docelowej. Na szczęście - reakcja w dużej mierze chłodna.