Nie ma się co krygować: w dzieciństwie co drugi chłopiec marzył o cybernetycznym przyjacielu rodem z "Gwiezdnych Wojen". Część sympatyzowała z niesfornym R2-D2, część wolałaby zarozumialca C3P0. Kto wie, czy w przyszłości takie preferencje nie staną się elementem poważnych testów psychologicznych - wolisz R2-D2, czyli jesteś rzadkim typem melancholika z ADHD - ale teraz to zostawmy.
Na rynku robotów ruch coraz większy. Jaka jest jednak frajda z takiej dla przykładu
Roomby, zrobotyzowanego odkurzacza? Nie pogada, nie przytuli, jedzenia nie zrobi. Głupi niewolnik, a nie sztuczny przyjaciel!
Nareszcie coś się zmienia.
Motoman SDA10 to
kompan z prawdziwego zdarzenia. Jeśli zechcesz, zrobi Ci okonomiyaki, japoński omlet z jajek i różnego rodzaju dodatków (
okonomi - to, co chcesz;
yaki - piec, smażyć). I nie jest to jego ostatnie słowo! Jeżeli zdobędziesz stosowne części, SDA10 złoży z nich dla Ciebie aparat cyfrowy. W taki sposób:
Firma Motoman wie, co robi. Ostatecznie wyprodukowała już ponad 160 tys. robotów, przemysłowych i innych. Kto wie, może następny model będzie służył do analizowania tajnych akt (nazwałbym go Motoman IPN44).
Na emocje jeszcze silniej działa
Huggable,
robomiś pluszowy zaprojektowany w słynnym MIT. W sklepach zobaczymy go za kilka lat, ale warto poczekać. Zabawka będzie nafaszerowana technologią, w tym sensorami dotyku, siły nacisku i temperatury, a do tego wyposażona w kamery i głośnik. Cel? Być interaktywną zabawką, która pocieszy chore dziecko lub takie, które po prostu zostało samo. Dzięki sensorom dostrzeże, gdy maluch posmutnieje, a następnie - zapewne - podejmie stosowne działanie, aby go rozweselić.
Twórcy
podkreślają , że ma być pośrednikiem w kontaktach dorosłych i dzieci, a nie ich zastępstwem. Dlatego Huggable będzie do pewnego stopnia zdalnie sterowany. To bardzo ważne założenie, zwłaszcza, że zaangażowanie emocjonalne malucha względem Huggable'a będzie z pewnością duże. Jeżeli ktoś ma wątpliwości, niech przypomni sobie sentyment do własnych zabawek z dzieciństwa - a one przecież ani nie pytały nas o samopoczucie, ani nie rozweselały.
David Levy, ekspert od sztucznej inteligencji i autor
książki "Love + Sex With Robots. The Evolution of Human-Robot Relationships", jest zdania, że to właśnie naturalne odruchy człowieka prowadzą nas nieuchronnie w objęcia robotów. Być może także w aspekcie miłosno-erotycznym. Dzieci kochają małe, pluszowe misie, które nie mówią - czy ich więź nie będzie silniejsza, kiedy przemówią? A zwierzęta domowe - czy nie kochamy ich za to, że potrafią okazać nam zainteresowanie i miłość?
Do robotów osobistych, okazujących emocje, przyzwyczaimy się szybko. Taką mamy naturę, mówi Levy. Tak jesteśmy skonstruowani.
Z jego tezą można się nie zgadzać, ale błędem byłoby wylać pluszowego robomisia z kąpielą. Huggable może być nieocenioną pomocą w szpitalach i hospicjach. Motoman w kolejnej wersji stanie się jeszcze lepszą - czytaj: mniej monotematyczną - pomocą domową.
Z pewnością znajdą się jednak i tacy, którzy dostrzegą zagrożenie nawet w niewinnym robomisiu. Zresztą, jaki on niewinny... Ten temat już znamy, popkultura obsadziła go w
"Screamers" i wiemy, jak to się skończyło. A jeśli nie wiemy, to nie zaszkodzi obejrzeć i sprawdzić. Filmy o złych robotach są jak znalazł dla zabicia czasu, który będzie się dłużyć w oczekiwaniu na Huggable'a.