12.11.200809:52

Po co mi lekarz, skoro są internauci?

Fot. Agnieszka Sadowska / AG
Fot. Agnieszka Sadowska / AG

Być może profesjonalna pomoc lekarska udzielana przez Sieć ma przyszłość. Trzeba jednak będzie uporać się z nadmiernym zaufaniem części internautów do pomocy amatorsko-hobbystycznej.

Michał Piotr Pręgowski

Lekarze uniwersyteccy widzą w e-medycynie sporą szansę, co z pewnym sceptycyzmem odnotował niedawno na techNOblogu Łukasz Partyka. Nie chodzi jednak tylko o to, które choroby można, a których nie można leczyć zdalnie, ani nawet o to, czy jest to w ogóle dobry pomysł. E-medycyna ma się przecież bardzo dobrze już dzisiaj - tyle, że jest to medycyna mądrości zbiorowej, wyłączająca (do czasu) obecność lekarza.

Prowadzona na forach dyskusyjnych wymiana informacji o lekach, chorobach i metodach terapeutycznych jest bardzo ciekawym zjawiskiem. Pożytecznym i groźnym zarazem. Pacjent-internauta dzielący się doświadczeniami z innymi chorymi może być dla nich doskonałym źródłem wiedzy i referencji na temat choroby, ośrodków lekarskich specjalizujących się w jej leczeniu, a także na temat polecanych leków.

Ma to swoje dobre strony, bo przecież wyedukowany pacjent doskonale wiedzący czego chce może zmotywować lekarza do lepszej pracy. Skoro internauci wymieniają informacje i dokształcają się, ambitny doktor będzie się starał robić to samo. Tym bardziej, że lekarza słabego raczej nie polecimy ani przyjacielowi, ani koledze z forum. Reputacja to dobry motywator.

Jeżeli przed wizytą zbieramy opinie na temat leków czy terapii - wszystko jest w porządku. Warto mieć wiedzę, aby w razie czego przycisnąć medyka dodatkowym pytaniem. Im trudniejsza choroba, tym to wręcz ważniejsze.

Wszystko byłoby piękne, gdyby nie fakt, iż wiedza potrafi także szkodzić zdrowiu (wystarczy przypomnieć sobie, jak skończył Sokrates).

 Szkodzi na przykład wtedy, gdy informacje zdobyte na internetowym forum zaczynają choremu lub chorej wystarczać. Specjalista-medyk ma wówczas właściwie tylko wypisać receptę, a Polak-internauta wyleczy się sam. Czyli w praktyce: wyleczy się z pomocą konsylium nieznanych sobie osobiście forumowiczów. Ludzi o przeróżnym, zazwyczaj niemedycznym wykształceniu, o różnym doświadczeniu, a czasem i o sprzecznych motywacjach. O tym ostatnim zapominamy; czyż nie jest łatwiej uwierzyć w dobre intencje współforumowiczów (być może także np. reprezentantów handlowych koncernów medycznych) niż dostrzec je u badającego nas, opryskliwego jak diabli lekarza...?

E-medycyna to w przyszłości właściwie pewnik, trudniejsze jest pytanie o zakres jej działania. W pewnym kształcie jej obecność w Sieci będzie jednak nieodzowna.

Dodaj swój komentarz:
Autor:
Login / Pseudonim: Hasło:
Komentuj pod pseudonimem jako Gość lub zaloguj się
| Załóż konto
Komentarz:

Najczęściej komentowane