Niespełna miesiąc temu Google zainaugurowało Projekt 10^100. Jego celem jest zebranie pomysłów na zmianę świata, która pomogłaby jak największej liczbie ludzi. Jutro mija termin przesyłania zgłoszeń. Warto?
Michał Piotr Pręgowski

Niespełna miesiąc temu Google zainaugurowało Projekt 10^100. Jego celem jest zebranie pomysłów na zmianę świata, która pomogłaby jak największej liczbie ludzi. Jutro mija termin przesyłania zgłoszeń. Warto?
Michał Piotr Pręgowski
Wszystkie pomysły muszą zostać zgłoszone przez indywidualne osoby. Głosowanie na najlepsze pomysły rozpocznie się 27 stycznia 2009 roku; Google wyselekcjonuje 100 propozycji i odda w ręce internautów wybór dwudziestu półfinalistów. Zespół doradców wybierze maksymalnie pięć najlepszych pomysłów, na których realizację firma przeznaczy 10 milionów dolarów. Informacje dla spóźnialskich na specjalnej stronie Projektu.
Procedury realizacji pomysłów budzą pewne kontrowersje. Google chce zatrzymać dla siebie decyzję związaną z realizacją projektu. Ty dajesz pomysł, ale zrealizuje go organizacja uznana za najbardziej kompetentną i wybrana w osobnym konkursie. Nie da się ukryć, że jest to dobra pożywka dla ludzkiej podejrzliwości.
Tytuł mojego wpisu na techNOblog może być jednak mylący. Oczywiście najłatwiej byłoby powiedzieć, że cynikami są ludzie z Google, promujący Projekt 10 do potęgi 100 pod publiczkę, w celach wyłącznie piarowskich. I "oczywiście" chodzi im "tylko i wyłącznie" o naprawienie reputacji firmy, nadszarpniętej po perypetiach z reglamentowaniem wyszukiwania treści w chińskiej odnodze internetu.
Trudniej dostrzec, że firma od kilku lat, bez większego rozgłosu, wspiera działalność swojej Fundacji, a także Google.org. Organizacje zajmują się walką z takimi zjawiskami, jak bieda, choroby zakaźne i zmiany klimatyczne.
(W podobnej sytuacji jest zresztą Bill Gates. Nieważne, ile wyda na działalność swojej fundacji, dla części internautów pozostanie Złym Billem od Okien...)
Oczywiście Projekt 10^100 nie obiecuje realizacji najbardziej przełomowych pomysłów za łączną kwotę 10 mln USD. Dość łatwo zauważyć, że przy naprawdę dużych projektach może to być kwota zwyczajnie symboliczna. Trudno zatem obawiać się, że Google cokolwiek sobie zawłaszczy - chce być raczej spiritus movens akcji, pobudzić ludzi do działania, pomóc rozwinąć pewne idee (które być może będą potem wymagały znacznie większych, być może międzynarodowych, nakładów). Na stronie Projektu 10^100 czytamy: "jeśli wybrany zostanie pomysł podobny do Twojego, a jego realizacja się powiedzie, wygrywa każdy".
Siłą Google'a jest ogromna skuteczność w docieraniu do milionów potencjalnych zainteresowanych, a następnie przekonaniu ich, że... są tymi zainteresowanymi. Organizacje rządowe, ponadrządowe i pozarządowe także finansują innowacje - ale czy potrafią tak dobrze dotrzeć ze swoim przekazem? Czy aby nie oczekują, że skoro oferują pieniądze, to chętni innowatorzy sami się znajdą? A może jest jeszcze inaczej - przeciętnego Kowalskiego czy Smitha nie uznają wcale za potencjalnego wynalazcę, więc po co zawracać głowę, sobie i jemu...?
Wydaje mi się, że Google wychodzi z kompletnie innego założenia - i trafia w sedno. Dodajmy jeszcze, że w Projekcie 10^100 niekoniecznie chodzi o idee bardzo skomplikowane i trudne w realizacji. Najlepszymi projektami często okazują się te, których geniusz ukryty jest w prostocie. Dobrym przykładem będzie być może Hippo Water Roller, dający nadzieję na ułatwienie życia milionom ludzi w Afryce.
W Projekcie 10^100 bardzo podoba mi się chęć aktywizowania społeczeństw, zaproszenia internautów do działania, pokazania, że oni też - stając na ramionach olbrzymów - mogą zmienić świat. Sceptycyzm wobec oddania kontroli nad swoim pomysłem jest uzasadniony... jednak nie w tym przypadku. Wystarczy odpowiedzieć sobie uczciwie na dwa pytania: chcę pomóc światu bezinteresownie, czy chcę mieć z tego swoją "działkę"? I czy jestem w stanie zrobić to na własną rękę (ewentualnie czy znam i korzystam z pomocy innych instytucji, jeżeli nie odpowiada mi Google)?
Byłoby pięknie, gdyby jednym ze zwycięzców okazał się Polak. W tym przypadku zdecydowanie innowacja > kontestacja. Mam przy tym niejasne wrażenie, że osoby podważające sensowność Projektu 10^100 i tak by się do niego nie zgłosiły.
Pozostali mają czas do jutra.