Naukowcy z Uniwersytetu Chungbuk przebadali w 2003 roku ponad 2000 południowokoreańskich uczniów i studentów. Ponad dwie trzecie z nich przyznało, że do poczty elektronicznej zagląda rzadko albo wcale. Jeśli w ogóle korzystają, to jest to dla nich przede wszystkim metoda komunikowania się ze starszymi w rodzinie - coś jak dzwonienie z telefonu stacjonarnego na analogiczny, stacjonarny telefon konserwatywnej i stroniącej od "komórki" babci.
Tomek Grynkiewicz w innym wpisie na techNOblogu pisze o generacji post-MySpace, do której biznes musi znaleźć klucz. Takie sformułowanie zakłada oczywiście, że istnieje także generacja MySpace.
Z badań amerykańskiego Pew Internet and American Life Project z 2005 i 2007 roku faktycznie można wyciągnąć takie wnioski. Tamtejsze nastolatki zamiast maila wybierają esemesy oraz prywatne wiadomości wysyłane przez Facebook, MySpace bądź podobny serwis. Jeden z badanych skomentował to zresztą chwytliwymi marketingowo słowami: e-mail is for old people. Co prawda z badania wynika, że młodzi jednak co jakiś czas sięgają do poczty - tyle, że nie jest ona częścią ICH świata. Ot, zło konieczne.
Czyli jak, szukamy nowego klucza do nowego świata nowego pokolenia?
Nie jestem do końca przekonany. Co prawda w Polsce podobnych badań (chyba) nie przeprowadzono, jednak można zadać sobie pytanie - czy Gadu-Gadu, Grono, Nasza-klasa i komórkowy esemes naprawdę zastępują komunikację mailową? A jeżeli tak, to czy mówimy o zmianie permanentnej?
Może jednak nie? Być może jednak komunikacja bez maila to domena lat szkolnych/studenckich, po których skrzecząca rzeczywistość - czasem korporacyjna, innym razem związana z konwenansami i zasadami kultury - i tak zrobi swoje. Póki co e-mail żyje i... będzie mieć się dobrze - także dlatego, że niełatwo będzie go zastąpić w sytuacjach zadaniowych. Mail stał się dokumentem, dostatecznym poświadczeniem stanu faktycznego satysfakcjonującym biznes - nie jestem pewny, czy SMS lub forumowo-serwisowy PM (private message) może go zastąpić.
Oczywiście może być i tak, że mylę się okrutnie, a e-mail jest passé
od ostatniej pięciolatki, pokonany bezlitośnie przez Blipy, Twittery, MySpace'y, Grona i komunikatory, niczym Apollo Creed w konfrontacji z Ivanem Drago. Zważywszy na tempo rozwoju nowych technologii należę dziś przecież do sieciowych "starych ludzi" (stąd też złośliwa referencja do filmu z lat 80.)...