28.02.200810:06

Open Office, urzędnicze zło konieczne

OpenOffice.org

Jakoś nie zdziwił mnie tekst o urzędnikach z Trójmiasta, którzy nie chcą korzystać z pakietu Open Office. Siła przyzwyczajenia i rozleniwienie z jednej strony, brak presji na oszczędzanie z drugiej. Kto za to płaci? Pan płaci... Pani płaci... My płacimy. Społeczeństwo.

Michał Piotr Pręgowski

O zaletach i wadach OpenOffice.org względem MS Office można mówić wiele, jednak w perspektywie urzędniczej interesują mnie głównie oszczędności (i... mentalność). W Katowicach stopniowe przejście na darmowy pakiet pozwoliło już ponoć zaoszczędzić ok. 300 tysięcy złotych. Pesymista powie, że to drobiazg - tyle, ile dwa lub trzy koncerty Dody i Stachursky'ego. Optymista pomyśli, że za te pieniądze można upiększyć kilka parków, zbudować nowe place zabaw albo chociaż zatrudnić na pełny etat dodatkowych urzędników do obsługi tych, którzy ich utrzymują.

Gdański Urząd Miejski nie czuje potrzeby cięcia kosztów i kupuje kolejne licencje Microsoftu, jest - jak czytam - oporny na monity i propozycje w sprawie Open Office. Jak czytamy w tekście: pakiet zainstalowano tylko na 24 komputerach i tylko na wypadek, gdyby urzędnikom trafił się dokument w formacie nieobsługiwanym przez Worda czy Excela. Z drugiej strony ponoć z Warszawy przychodzą dokumenty w formatach .doc i .xls, które trzeba poprawnie odczytać. Czytaj: w MS Office.

To dobry przykład, jak działa korporacyjny mechanizm zamknięcia (lock in). Pisał o nim ostatnio Bruce Schneier. Producent związuje klienta ze sobą na kilka sposobów, np. nie decydując sie na uwolnienie własnych formatów plików tak, aby inne programy mogły czytać je prawidłowo.

Zmiana ulubionej marki kawy to decyzja jednorazowa, łatwa - chcę spróbować czegoś nowego, robię to. Z kolei zmiana oprogramowania to także wydatek niematerialny, często bardziej odczuwalny: wymaga pracy, poświęcenia czasu, wywołuje nierzadko dyskomfort psychiczny związany z koniecznością przestawienia się i poznania nowego produktu. To także brak pewności, czy "niestandardowy" (hmm) program dobrze przekonwertuje plik przysłowiowego Worda. A co będzie, jeśli nie? - myśli sobie urzędnik. - Przecież posypią się na mnie gromy, nie, dziękuję, ja nie chcę zmian.

Tyle, że urzędy pracują za nasze pieniądze i dla nas, a wygoda pracownika nie jest priorytetem nad gospodarnością. To sytuacja zadaniowa, w której nie rozmawiamy o dyskomforcie psychicznym i czasie, który trzeba poświęcić na dostosowanie się do nowego. W korporacji decyzja o zmianie jest priorytetowa, narzekania pracowników nie mają nic do rzeczy - i to jest dla nas właściwie oczywiste. Urzędy miejskie też możemy nazwać pewną korporacją - tyle, że utrzymywaną z pieniędzy podatników i obarczoną pewnymi moralnymi zobowiązaniami.

Rzecz druga - niewątpliwie i tutaj przydałby się przykład z góry. Gdyby się pojawił, byłoby znacznie łatwiej. Dziennikarze nie pytaliby (chwała im, że w ogóle to robią), dlaczego urząd X nie wprowadzi Open Office'a; pytaliby, kiedy ta zmiana zajdzie. 

Sprawa trzecia: Open Office zazwyczaj bardzo dobrze radzi sobie z konwersją plików MS Office, zwłaszcza tych najczęściej używanych, czyli .doc i .xls. Gorzej działa to w drugą stronę, choć formaty .odt (Writer, odpowiednik Worda) czy .ods (Calc, odpowiednik Excela) są wolnodostępne. Microsoft, w imię lock in, nie chce ułatwiać klientowi życia - lepiej utrzymać status quo, w którym (przykładowy) Urząd Gdański co prawda instaluje dodatkowo i poznaje Open Office, ale i tak jest bardzo silnie związany z pakietem płatnym.

Uwolnienie formatów .doc i .xls byłoby na rękę nie tylko użytkownikom, ale także konkurencji. Klient przywiązany do produktu jego specyficznymi wymaganiami i pozycja rynkową nie wymaga tak skrupulatnej opieki i zaangażowania, jak ten, który może swobodnie przebierać w ofertach. Bruce Schneier powiedziałby, ze niechęć Microsoftu do formatów wolnodostępnych i niezgoda na uwolnienie własnych oznacza, że konkurencja - taki jest wniosek z powyższego - liczy się dla producenta bardziej niż użytkownik. Mniejsi i mniej znani gracze - tak w informatyce, jak i w bardzo wielu innych branżach - zazwyczaj dłużej walczą o zaufanie klienta, ale nadrabiają gorliwością i lepszą, spersonalizowaną obsługą. Względnie dają użytkownikowi wiele swobody. O tym także warto pamiętać.

Dodaj swój komentarz:
Autor:
Login / Pseudonim: Hasło:
Komentuj pod pseudonimem jako Gość lub zaloguj się
| Załóż konto
Komentarz:

Najczęściej komentowane