Pamiętam jakiś stary wywiad z twórcą Palma Pilota, który opowiadał, że nie spodziewał się, że jego urządzenie będzie potrafiło robić tyle rzeczy dzięki oprogramowaniu niezależnych autorów. Elektroniczny organizer zamieniał się w konsolę do gier, stroik do gitary czy klucz do samochodowych zamków na podczerwień. Dzisiaj to samo dzieje się z parą gadżetów Apple, iPhonem i iPodem Touch. Ich niesamowitym - i niewykorzystanym w pełni przez standardowy soft atutem jest akcelerometr, czyli czujnik ruchu.
Dzięki temu czujnikowi mógł powstać program, którego idea zupełnie mnie zafascynowała. Synchstep to odtwarzacz muzyki, który z biblioteki utworów wybiera taki, którego rytm zbiega się z krokiem jakim porusza się właśnie użytkownik. Przenośnych odtwarzaczy muzyki używa się między innymi po to, żeby idąc po mieście odciąć się od tłumu przechodniów, co opisuje się często metaforą bąbelka, bańki w którą zamyka nas muzyka. Mój przyjaciel wymyślił kiedyś prostą i trafną definicję takiego stanu - obraz przed oczyma zamienia się wtedy w teledysk do piosenki w słuchawkach. SynchStep musi to uczucie teledysku, dzięki synchronizacji wrażeń zmysłowych, niesamowicie rozszerzać, kiedy uderzenia perkusji (linia basu, słowa rapera) zbiegają się z krokami stóp na chodniku.
Co ciekawe, Synchstep był pierwotnie pomyślany jako samodzielne urządzenie, ale okazało się, że Apple dostarcza sprzęt wyposażony we wszystko co potrzebne, na dodatek w atrakcyjnej formie i w komplecie z multum innych zastosowań. Oprogramowanie jest obecnie "nielegalną" aplikacją, którą zainstalować można tylko na odbezpieczonych gadżetach, co oczywiście zawęża znacznie grupę odbiorców, ale twórca Greg Eliott planuje przeniesienie go na oficjalną platformę iPhone SDK, czego należy mu jak najbardziej życzyć. (A sobie, oczywiście, wprowadzenia ajfona do polski i jakiejś obniżki cen uwzględniającej obecny kurs dolara.)