W 2001 roku Lev Manovich w "Języku nowych mediów" zastanawiał się, czy sposób, w jaki komunikowały się z ludźmi ówczesne komputery i oprogramowanie osiągnął już swoją dojrzałą postać, czy też miałby się jeszcze zasadniczo zmienić - jak język kina, który w znanej nam do dziś postaci pojawił się dopiero po paru dekadach od narodzin filmu.
W 2007 roku ci którzy pamiętają internet przełomu wieków mogą zauważyć, że sporo się od tamtego czasu pozmieniało. Przedstawiam swoją osobistą, nieuporządkowaną, ogólnikową i niekompletną listę tego, co dawniej w internecie było - a nie jest (już takie samo) .
 |  |  |
| Gazeta.pl w 2000 roku | ...sześć lat temu | ...trzy lata temu |
źródło: web.archive.org
1. Wygląd stron WWW! To zmiana najbardziej oczywista - i która zachodzi nieustannie. Przeminęły animowane znaczki "under construction", graficzne liczniki odwiedzin, dekoracyjne ruchome pieski, piłeczki i trupie czaszki, tła w kolorze cyan i przyciski "Netscape NOW!". Wyliczać można w nieskończoność, ale lepiej poczytać i pooglądać eseje Olii Lialiny Vernacular Web i Vernacular Web 2.
2. IRC i usenet zstąpiły do podziemia, wygryzione przez coraz bardziej uniwersalne WWW: fora i czaty. Parę lat temu ten ostatni wyraz brzmiał dziwnie i starałem się go unikać. Teraz się pogodziłem.
3. VRML. Kiedyś wydawało się, że korzystanie z WWW w sposób "3D" (ale na bardzo dwuwymiarowych ekranach przy pomocy dwuwymiarowych myszek) to jest przyszłość, szyk i wygoda. No więc nie. Teraz 3D widzimy najwyżej na niektórych flashowych stronkach.
4. Wszyscy mieli "strony domowe" - z obowiązkowymi działami "o mnie", "kontakt" i "humor". Teraz wszyscy mają blogi i nie muszą się tyle trudzić, żeby pokazać światu swoją własną wersję niczego.
-
4a. Strony domowe miały tyldę w adresie URL, znak poza tym nieużywany i trudny do opisania przez telefon. Najczęściej mówiłem "pod eskejpem, tylko naciśnij dwa razy, to się dopiero pokaże". Teraz już tego nie mówię, bo nie ma potrzeby.
-
4b. Strony domowe były połączone w webringi, żeby było łatwiej znaleźć podobne treści. Teraz wystarczy wyguglać.
-
4c. W sieci działały różne słabe wyszukiarki i każdy używał innej.
5. Na emaile odpowiadało się pod cytowanym tekstem, a jak ktoś robił inaczej, to mógł zostać skrytykowany (na przykład przeze mnie). Teraz okazało się, że w sumie wszystko jedno, a nawet lepiej jak odpowiedź jest na górze, bo nie trzeba przewijać.
6. Kiedy podawało się adres strony WWW poza internetem, poprzedzało go "http://", chociaż przeglądarki tego nie potrzebowały. Teraz nawet "www" zanika - kropka pe el i dot com są jednoznaczne.
7. Kiedy znalazło się coś ciekawego w sieci, zapisywało się to na dysk na wszelki wypadek. Teraz mamy szybkie łącza i gugla.
8. Filmiki (kiedyś był to znacznie bardziej popularny wyraz) na WWW zasadniczo się nie odtwarzały, bo nikt nie miał tych wszystkich pluginów. Teraz mamy flashowe playery (w stylu youtube) i wszystko gra.
itd.
W mojej krótkiej liście raz po raz pojawia się jedna siła, która wywołuje przeobrażenia: standaryzacja. Ciekawe jakie jeszcze obszary naszego sieciowego życia zostaną uregulowane. I czy te niewielkie (ale liczne) zmiany, które zauważamy patrząc na internet przełomu wieków, to już nowy język nowych mediów? Jedno i drugie okaże się za parę kolejnych lat.