Amazon uruchomił niedawno w sieci sklep z muzyką, w którym kupuje się pliki bez DRM - czyste empetrójki do odtworzenia na dowolnym gadżecie. Wcześniej inny gigant, iTunes, rozpoczął bezdeeremową sprzedaź części swojego katalogu. Potężne wytwórnie muzyczne, okazało się, potrafią niekiedy pogodzić się z rzeczywistością, w której DRM nie jest wystarczającym zabezpieczeniem przed piractwem.
Nie oznacza to, że ta rzeczywistość się nie zmieni. Gdyby udało się przeobrazić, o co walczą wielkie korporacje, światową technosferę w zamknięty system, w którym software jest na każdym etapie nadzorcą naszych działań, piractwo musiałoby zniknąć z mainstreamu.
W tym momencie komputery osobiste dają nam mnóstwo swobody: możemy uruchamiać takie programy, jak nam się podoba (także nielegalne kopie), pochodzące od dowolnego producenta. Możemy otworzyć i zmodyfikować zawartość dowolnego pliku na naszym dysku.
Ta swoboda nie istnieje w przypadku konsol do gier i innych specjalizowanych komputerów - np. iPhone'a. Używając ich trafiamy do ściśle kontrolowanego uniwersum, w którym to producent urządzenia decyduje, jakie oprogramowanie można na nim uruchomić.
Gdyby korporacjom udało się przenieść ten system do reszty komputerowego świata, skończyłoby się słodkie piractwo - nawet gdybyś zdobył piracki plik, komputer nie pozwoli uruchomić ci narzędzia do jego otwarcia. Większość konsumentów po prostu to zaakceptuje (tak jak robią to rzesze właścicieli nieprzerobionych konsol).
Zauważmy, że osiągnięcie takiej sytuacji wymagałoby nie tylko złożonych rozwiązań technicznych, ale także regulacji prawnych: konieczne stałoby się zdelegalizowanie "otwartych" pecetów, bo przy ich pomocy można by się dostawać do (i produkować) pirackich treści. Wtedy też piractwo trafiłoby do prawdziwie podziemnego obiegu.
Największą, nieprzekraczalną na razie i zbawienną dla konsumentów, barierą dla takich rozwiązań jest anarchia na rynku sprzętu. Dziesiątki tysięcy producentów sprzętu nie daje się kontrolować. Konsole do gier są zamknięte, bo każdy typ ma jednego producenta. To samo z iPhonem.
To oczywiście złożona kwestia - i zachęcam do dyskusji - ale wydaje mi się, że pierwszym producentem komputerów, który zdecydowałby się na przejście na system zamknięty jest Apple. Firma ta bardzo lubi zamknięte systemy (np. rozrastający się "ekosystem" iTunes), a przed ich wprowadzeniem do komputerów osobistych powstrzymuje ją jedynie istnienie ogromnego rynku oprogramowania 3rd party. Ale Apple ma pełną kontrolę nad sprzętem i systemem operacyjnym - i produkuje coraz więcej własnego oprogramowania, obejmującego coraz więcej zastosowań.
Zobaczymy za 10 lat.