Takie pytanie zadał w czwartek blog amerykańskiego magazynu technologicznego "Wired". W serwisie napisano, że szef Apple'a nie pokazuje się publicznie od dłuższego czasu. A jego firma nie robi nic, aby wyjaśnić ten stan rzeczy.
Wojtek Wowra

Takie pytanie zadał w czwartek blog amerykańskiego magazynu technologicznego "Wired". W serwisie napisano, że szef Apple'a nie pokazuje się publicznie od dłuższego czasu. A jego firma nie robi nic, aby wyjaśnić ten stan rzeczy.
Wojtek Wowra
Najbardziej szokująca informacja pojawiła się na początku tygodnia. Okazało się, że impreza Macworld 2009 będzie ostatnią, na której będą obecni oficjalni reprezentanci producenta Macintoshy. Steve Jobs nie wystąpi podczas targów - zastąpi go wiceprezes do spraw marketingu Philip Schiller.
Amerykańska blogosfera natychmiast zapełniła się spekulacjami na temat stanu zdrowia Steve'a Jobsa. Menedżer walczył przez długi czas z rakiem. W sierpniu 2008 agencja informacyjna Bloomberg opublikowała nawet - przez pomyłkę - informację przygotowaną na wypadek jego śmierci.
Z nieoficjalnych informacji wynika, że szef Apple'a od dłuższego czasu nie pojawia się w siedzibie firmy. Stan menedżera może być więc bardzo poważny. Trudno w tym momencie spekulować nad tym, czy choroba zagraża jego życiu. Na pewno jednak uniemożliwia normalne zarządzanie korporacją.
Prawdopodobieństwo odejścia Jobsa na emeryturę jest większe niż kiedykolwiek. Czy menedżer podda się? Jego pozycja w Apple jest bez wątpienia silna - większość klientów firmy kojarzy logo z nadgryzionym jabłkiem właśnie z osobą Steve'a Jobsa. Rezygnacja szefa byłaby poważnym ciosem.
Warto zastanowić się nad taką oto kwestią - czy to Jobs tak kurczowo trzyma się swojego stanowiska, że inni nie mogą się go pozbyć, czy też menedżerowie wysokiego i średniego szczebla są tak przerażeni perspektywą odejścia ojca-założyciela Apple'a, że nie robią nic, aby go usunąć.
W obu scenariuszach Steve Jobs nabiera cech komunistycznego dyktatora, który do samego końca sprawuje kierownictwo w partii. Oba scenariusze szkodzą firmie, bo uzależniają ją od jednej osoby. Niezależnie od tego, jaki jest faktyczny stan zdrowia Jobsa amerykańska korporacja powinna natychmiast zacząć odsuwać go na boczny tor.
Ten "manewr" z powodzeniem zastosował Microsoft. Przez lata osłabiał pozycję Billa Gatesa - a ten się na to godził. Kiedy menedżer oficjalnie ogłosił swoje przejście na emeryturę zostało to odczytane jak symboliczny gest, a nie jak rewolucja w firmie. Gatesa zastąpił Steve Ballmer - pierwszy menedżer-technokrata, którego zatrudnił Microsoft.
Podobny zabieg powinien zostać przeprowadzony w Apple. Jobs musi znaleźć jakiegoś zaufanego menedżera i mianować go swoim następcą. Najlepiej, gdyby był to ktoś zaledwie kilka lat młodszy od dotychczasowego szefa (Ballmer urodził się rok później niż Gates).
W ten sposób kolejny CEO Apple'a musiałby za kilka lat przekazać dowodzenie komuś młodszemu. Korporacja i jej klienci nie uzależniliby się od następnego "guru". Problem polega na tym, że transformacja w firmie Jobsa będzie znacznie trudniejsza niż w Microsofcie. Apple nie ma zbyt wiele czasu. W sieci zaczęły pojawiać się już pierwsze epitafia.
Czytaj również: Alternatywne wyjaśnienie końca prezentacji na Macworld Expo - Wired