Google to obecnie najpotężniejsza korporacja informatyczna świata. Budzi respekt, ale i zazdrość. Chętnych do "wykończenia" firmy z Mountain View nie brakuje. Kto ma największe szanse w tej wojnie?
Wojtek Wowra

Google to obecnie najpotężniejsza korporacja informatyczna świata. Budzi respekt, ale i zazdrość. Chętnych do "wykończenia" firmy z Mountain View nie brakuje. Kto ma największe szanse w tej wojnie?
Wojtek Wowra
Według firmy badawczej Net Applications w lipcu 2008 Google miało 52% udział w światowym rynku wyszukiwarek . Następne w stawce Yahoo! mogło pochwalić się tylko 11%. Jeszcze mniejszą rolę odgrywał MSN - 5%. W Polsce przewaga Google była jeszcze większa. Według badania Megapanel PBI/Gemius za maj serwis odwiedziło 12,2 miliona użytkowników (real users), który wygenerowali trzy miliardy odsłon. Jak podaje ranking.pl udział Google nad Wisłą wyniósł 92,4% (dane za lipiec).
Czy Google to monopol?
Google posiada odporny na recesję model biznesowy. Gospodarka za oceanem zwalnia. Ale nie tempo rozwoju firmy z Mountain View. Postawiła ona na precyzyjnie targetowane nośniki reklamowe online i dostarczyła narzędzia do mierzenia skuteczności sieciowych kampanii. Co prawda ceny akcji spółki spadły w ciągu ostatnich trzech miesięcy o 18%, ale ten problem dotyczy nawet najlepszych.
Sposób na biznes to jednak nie wszystko. Główną przyczyną sukcesu Google jest brak sensownych, alternatywnych wyszukiwarek w światowej sieci. W ciągu ostatnich kilku lat produkt amerykańskiej korporacji stał się wzorem do naśladowania. Dzięki temu Google zajęło pozycję porównywalną do tej, którą na rynku elektronicznych gadżetów zdobyło w USA Apple.
Coraz więcej użytkowników obawia się skutków dominacji Google - a przede wszystkim zagrożenia dla prywatności. Na początku sierpnia amerykański Kongres skierował do szefów korporacji list, w którym zapytał o pozyskiwanie danych na temat internautów. Parlamentarzyści otrzymali grzeczną odpowiedź - napisano między innymi, że "polityka Google bazuje na trzech filarach: przejrzystości, możliwości wyboru i bezpieczeństwie".
Obawy przed monopolizacją sieci to woda na młyn konkurencji. Wiele małych start-upów, a także dużych firm twierdzi, że ich pomysły to świetne alternatywy dla Behemota z Mountain View. Od lat największe nadzieje wiąże się z semantyką - "dyscypliną badającą relacje pomiędzy znakami a przedmiotami, do których się one odnoszą" - jak pisze Wikipedia.
Semantyczne nadzieje
Brak rozumienia prezentowanych treści to jedno z najpoważniejszych ograniczeń współczesnych komputerów. Dla peceta słowo "zamek" to tylko suma pięciu liter. Maszyna nie jest w stanie ustalić, czy w danej sytuacji chodzi o warowną budowlę, czy też urządzenie do zamykania drzwi. Semantyczne aplikacje mają rozpoznawać ten kontekst, a także "rozumieć" zawartość zdjęć, plików audio i wideo.
Najważniejszym tego typu projektem jest Hakia. Powstała w 2004 roku - stworzyli ją Riza Berkan i Pentti Kouri. Doradcą naukowym został profesor Victor Raskin, jeden z "ojców" semantyki. Serwis wykorzystuje połączenie matematycznych algorytmów, lingwistyki komputerowej oraz tak zwanej logiki rozmytej - dopuszczającej istnienie wartości pośrednich między 0 a 1 w systemach binarnych.
Oprócz tego w sieci można znaleźć wiele innych wyszukiwarek określających się jako semantyczne. Wśród nich warto wymienić takie projekty jak bazujący na grupowaniu linków w kategorie (klastry) Clusty , wyposażony w imponującą liczbę ustawień wyszukiwania Exalead, koncentrujący się na encyklopedycznych wpisach Factbites czy bazujący na modelu mapy Mnemomap .
Niestety mechanizmy stosowane w Hakii i innych tego typu aplikacjach nadal są niedoskonałe. Wyniki wyszukiwania nie mogą być wykorzystane w praktyce, interfejsy są przyciężkawe i mało użyteczne, liczba wyników jest mała. Na dodatek większość wyszukiwarek "semantycznych" tak naprawdę tylko częściowo rozumie indeksowaną zawartość. Magiczny przymiotnik jest używany bardziej jako narzędzie marketingowe.
Tymczasem użytkownicy nie chcą uczyć się wszystkiego od nowa. Już dawno opanowali dopasowywanie do swoich potrzeb list wyników w tradycyjnych wyszukiwarkach. Nie traktują na razie semantyki jak rewolucji - uważają, że to coś w rodzaju umysłowej zabawy dla geeków.
Cuil - klapa roku 2008
W lipcu 2008 pojawił się kreowany na "Google killera" Cuil - stworzony przez Toma Costello, Annę Patterson i Russella Powera. Patterson i Power pracowali wcześniej dla Google - stworzyli kilka ciekawych technologii, które potem zintegrowano z flagowym produktem amerykańskiej korporacji. Dlatego Cuilem zainteresowali się niemal wszyscy blogerzy IT.
Niestety nowa usługa zawiodła. Na starcie pochwaliła się indeksem obejmującym 120 miliardów stron WWW. W Google witryn jest już podobno ponad bilion. W teście serwisu TechCrunch okazało się, że na słowo "France" Cuil zwraca raptem 102 miliony odpowiedzi - Google 1,5 miliarda. "Stonehenge" wypadło podobnie - 800 tysięcy do 8,5 miliona. My ustaliliśmy, że podczas wyszukiwania w języku polskim te różnice są jeszcze większe.
Drugą nadzieją 2008 roku był projekt SearchMonkey firmy Yahoo! Amerykański portal zapowiedział stworzenie "otwartej platformy", dzięki której administratorzy będą mogli samodzielnie uzupełniać wyniki w Yahoo! Search. To wszystko zostanie polane semantycznym sosem - SearchMonkey obsłuży różne przyszłościowe standardy (RDF, XFN i inne tak zwane mikroformaty, które pomogą komputerowi "skojarzyć", z kim przyjaźni się autor strony, albo gdzie na Ziemi znajduje się opisywany obiekt).
Wśród mniej znanych kandydatów na rywali Google wymienia się Blekko, Powerset, Mahalo czy Wikię Search. Wszystkie te projekty są jednak efemerydami, które zdążyły już w mniejszym lub większym stopniu zawieść oczekiwania użytkowników.
Yahoo! staje w szranki
Do pokonania Google potrzebne są ogromne pieniądze. Inwestorzy nadal interesują się start-upami i chętnie je finansują. Ale kilka milionów dolarów nie pokona koncernu, który w ciągu ostatniej dekady rozrósł się do monstrualnych rozmiarów. Yahoo! czy Microsoft mają fundusze, ale tym firmom ewidentnie brakuje oryginalnych pomysłów.
Dlatego firmy Jerry'ego Yanga i Steve'a Ballmera powinny koncentrować się na "kupowaniu" ciekawych rozwiązań - tak, jak Google robi to od lat. Po zaopatrzeniu się w odpowiednią dawkę rewolucyjnego know-how któraś z tych spółek mogłaby zaproponować internautom naprawdę przełomowy produkt.
Google killer powinien się charakteryzować:
Niespełnienie choć jednego z tych warunków spowoduje, że projekt będzie przegrany już na starcie - niezależnie od tego, ile milionów dolarów zostanie w niego wpompowane. Użytkownicy wejdą na stronę, stwierdzą, że to żaden przełom i wrócą do Google. Tylko pełne zaskoczenie internautów doprowadzi do wirtualnej rewolucji. W ten sposób Yahoo! czy Microsoft staną się "Google killerami".
_______
Zobacz inne teksty o wyszukiwarkach:
XML, Calais, SearchMonkey: pionierzy semantycznego Internetu
Microsoft kupił semantyczną wyszukiwarkę Powerset
SERWISY: Wyszukiwarki