W latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku badacze powszechnie uważali, że nasze sny są czarno-białe. Wcześniej psychologia mówiła o kolorowych snach, później znów zaczęto przyznawać, że kolor w marzeniach sennych się pojawia. Dominację szarości w snach wiąże się dziś z rozwojem kina i telewizji, zanim jeszcze technologia pokolorowała filmy - donosi najnowszy numer "New Scientist".
Autorką badań jest Ewa Murzyn, Polka pracująca na szkockim University of Dundee. Swoimi ustaleniami potwierdziła przypuszczenia naukowców, że spora część ludzkości wraz z rozwojem kina i telewizji przeszła etap czarno-białych snów.
Wygląda na to, że na pewnym etapie rozwoju dziecka wpływ mediów na sny jest kluczowy. Okazuje się bowiem, że starsze osoby, które na czarno-białych filmach się wychowały, nadal śnią w tonacjach szarości znacznie częściej niż młodzież. Być może nawet tylko one doświadczają całkowicie bezbarwnych snów.
Badaczka przyznaje przy tym, że nie wiemy jeszcze, czy można w tym przypadku mówić o kolorze snów, czy tylko o tym, jak media wpływają na nasze zapamiętywanie marzeń sennych.
Zabawne, prawda? Dla Polaków ma to dodatkowy smaczek, skoro mieliśmy wtedy akurat PRL. Problemy ekonomiczne Polski Ludowej przedłużyły nam najprawdopodobniej epokę szarych snów. Sam się zaczynam zastanawiać, jak to jest ze mną, skoro w dzieciństwie byłem wystawiony na filmy i dobranocki w odcieniach szarości. Śniąc nie zwracałem dotąd uwagi na obecność lub brak kolorów, więc jeszcze nie wiem, czy zaliczam się do poszkodowanych przez reżimową TVP.
Ciekawi mnie także, jak śnią w takim razie dużo młodsze ode mnie pokolenia - te wychowywane od małego na grach komputerowych i internecie. Czy interaktywność tychże w porównaniu ze starszymi mediami wzbogaca im jakoś sny? A może tylko przywraca do normy po stuleciu linearnych narracji z domieszką bezsilności?