Dyskusja nad
zagrożeniami związanymi z nowym olbrzymim eksperymentem w CERN-ie trwa niemal od początku tego projektu. Piotr Cieśliński opisał to niedawno
w "Gazecie Wyborczej". Nie dość, że w wyniku dyskusji powołano kilka lat temu specjalny zespół, który miał rozwiać wszelkie obawy i stworzył
kompleksowy raport. Naukowcy w wakacje
raz jeszcze zbadali te wszystkie straszne scenariusze.
Czarne dziury nam niestraszne
Naukowcy przeanalizowali zderzenia cząstek pochodzących z naturalnego promieniowania kosmicznego z ciałami niebieskimi - od Ziemi i Słońca po gęste gwiazdy neutronowe. Rozpędzone cząstki bombardują je przecież cały czas - często ze znacznie większą energią niż ta osiągalna dla LHC. Gdyby takie zderzenia groziły katastrofą, gwiazdy nie miałyby prawa istnieć przez miliardy lat. Promieniowanie kosmiczne młócące naszą atmosferę powinno bardziej niepokoić niż eksperymenty w CERN-ie. Ale idea produkowania czarnych dziur robi wrażenie.
Mikroskopijne czarne dziury, które mogą powstać w LHC, wyparują od razu - uspokajają autorzy najnowszego raportu o bezpieczeństwie.
Skoro naukowcy w CERN-ie są tak pewni jakie będą wyniki eksperymentu, że wykluczają jakiekolwiek niespodzianki, po co go w ogóle przeprowadzać? - zastanawia się pewien inżynier na stronach magazynu "The Times" i straszy jeszcze innym argumentem: Jakieś obce cywilizacje w kosmosie powinny były rozwinąć się na tyle, żeby dało się zauważyć ich obecność. Ale takowych nie odkryliśmy. Odkryliśmy za to sporą liczbę czarnych dziur...
Dziwadełka i dziwacy
Najgenialniejsi fizycy mają jak się okazuje spory problem z PR i wyjaśnianiem zaniepokojonej opinii publicznej, co chcą wyprodukować w swoich drogich i potężnych urządzeniach. Amerykański noblista Frank Wilczek napisał w 1999 roku list do "Scientific American", w którym bronił budowy akceleratora pod Nowym Jorkiem. Naukowiec uspokajał, że czarnych dziur tam nie będzie.
Przy okazji dodał jednak, że jego zdaniem w akceleratorze mogą pojawić się tak zwane dziwadełka. Chodzi o formy materii znane nam wyłącznie teoretycznie, które być może występują we wnętrzu gwiazd neutronowych. Wyprodukowanie czegoś takiego mogłoby wywołać reakcję łańcuchową - złośliwe dziwadełko przekształciłoby materię naszej planety w skupisko dziwadełek. Oczywiście nie wyszłoby to Ziemi na dobre.
- Znam Franka Wilczka, jest o rząd wielkości mądrzejszy ode mnie - skomentował tą sprawę dla "NewYorkera" Jos Engelen z CERN-u. - Ale to było bardzo naiwne.
Będący ważnym urzędnikiem w organizacji Engelen poinstruował podległych sobie naukowców, by nie mówili dziennikarzom, że prawdopodobieństwo tego rodzaju katastrofy jest znikomo małe. Jest zerowe i kropka. Innymi słowy, biedni badacze zostali pouczeni, żeby zawiesić na kołku podręcznikową wiedzę na temat mechaniki kwantowej. Na potrzeby mediów goniących za sensacją.
Oczywiście wątek dziwnej materii został zbadany przez ekspertów z CERN-u.
Z innych ciekawych konstruktów teoretycznych w LHC mogą zmaterializować się także maszyny czasu , czyli tunele czasoprzestrzenne prowadzące gdzieś w przeszłość. Niestety, bardzo małe i nieprzydatne do podróżowania w czasie (więc władzom CERN nie uda(ło) się odkręcić kryzysów PR-owych).
Inżynieryjne arcydzieło na olbrzymią skalę
Byłem CERN-ie trzy lata temu. Zwiedzałem tunel o długości 27 kilometrów schowany 100 metrów pod ziemią, gdy montowano tam dopiero elektromagnesy akceleratora. Obejrzałem też budowę olbrzymich detektorów, w których niedługo zaczną się zderzenia i - być może - produkcja czarnych dziur, maszyn czasu, "boskich" cząstek Higgsa i ciemnej materii. Bardzo możliwe, że już niedługo podręczniki trzeba będzie pisać na nowo. Ale to już nie wzbudzi takiej sensacji, jak groźba zagłady.
Muszę przyznać, że również na mnie potencjalny przewrót w fizyce nie robi większego wrażenia, ale sam akcelerator owszem.
Elektromagnesy schładzane są ciekłym helem do temperatury poniżej 2 kelwinów (czyli w zasadzie niższej niż ta panująca w kosmosie). Cała ta aparatura będzie rozpędzać protony niemal do prędkości światła i precyzyjnie kierować ich ruchem (bo jak zejdą z kursu to poniszczą drogi sprzęt). A taka prędkość oznacza 11.245 okrążeń tunelu na sekundę. Produkty zderzeń będą rejestrowane za pomocą czterech detektorów. Sieć komputerowa CERN-u będzie wprost zalana napływającymi z akceleratora danymi. Żeby wyłowić z tego wartościowe odkrycia, dokonano w ostatnich latach przełomowych odkryć w elektronice i informatyce.
Na potrzeby poprzedniego akceleratora działającego w tym samym tunelu naukowcy z CERN-u opracowali WWW żeby lepiej im się współpracowało. Na potrzeby nowego eksperymentu powstał grid, czyli olbrzymia sieć komputerów rozsianych na całym świecie działająca jak jeden wirtualny superkomputer. Ta wirtualna maszyna, gdy nie jest zajęta obliczeniami dla CERN-u, służy innym naukowcom.
A pracują przy tym dosłownie tysiące badaczy i inżynierów - w tym setki z Polski. Oddajmy im głos:
Niestety, nawet jeśli pierwszego dnia nic się nie stanie, nie uspokoi to panikarzy. Na pełny rozruch akceleratora trochę bowiem poczekamy i na najciekawsze zjawiska w najbliższych miesiącach lepiej nie liczyć.
Rzeczywiście, rok 2008 to będzie w zasadzie głównie "rozruch". Spodziewamy się trochę danych z niepełną energią, ale na jakieś przełomowe odkrycie w tym roku to raczej nie liczymy - komentuje dla techNObloga Piotr Traczyk, fizyk z UW pracujący w CERN-ie. - Co wcale nie znaczy, że nic ciekawego w tym roku nie zobaczymy - przeciwnie. Zderzeń przy takich energiach nikt jeszcze w laboratorium nie badał, więc nawet pierwsze pomiary to będzie coś nowego. Poza tym czeka nas praca polegająca na "zrozumieniu" działającego detektora - fascynująca sama w sobie, biorąc pod uwagę poziom komplikacji tego przedsięwzięcia.
CERN miał skończyć budowę LHC już w 2005 roku, ale pojawiły się liczne problemy, głównie z finansowaniem tak złożonego przedsięwzięcia. Być może cały ten szum wokół Maszyny Końca Świata ostatecznie opłaci się, bo nudnymi eksperymentami nikt by się nie zainteresował. A podatnikom i sponsorom trzeba się przypominać.
Zwłaszcza, że w tym przypadku nie ma łatwej odpowiedzi na popularne pytanie o praktyczne korzyści z wydania około 9 mld franków szwajcarskich.
A na zakończenie polecam piosenkę o LHC
I NIESAMOWITE ZDJĘCIA Z JEGO BUDOWY