Laura Margottini martwi się na łamach najnowszego "New Scientista" , że Siemens i inne firmy sprzedają komu popadnie zaawansowane systemy przeznaczone do masowej inwigilacji obywateli. W dodatku donosi, że Wielka Brytania zamierza ułatwić swoim służbom dostęp do sms-ów, maili i danych o aktywności ludu w internecie. Hurtowo. O Stanach Zjednoczonych lepiej już nie wspominać.
Oto Siemens, duma niemieckiej branży IT, stworzył system o niezbyt wyszukanej nazwie "Platforma Wywiadowcza" (może jakoś inaczej mógłbym przetłumaczyć "Intelligence Platform", a jeszcze bardziej ciekawi mnie, jak to jest po niemiecku). Dziennikarka "New Scientist" dotarła do dokumentacji: system kompleksowo zbiera i analizuje działalność podejrzanych w sieci, rozmowy telefoniczne, transakcje bankowe i polisy ubezpieczeniowe nawet.
Jak zachowam się niestandardowo, np. dostanę duży przelew z dziwnego źródła, albo skontaktuję się z kimś niestandardowym, zapala się czerwona lampka i pukają do mnie funkcjonariusze . Dawniej takie skojarzenia mógł mieć tylko zdolny śledczy a teraz proszę - komputer sam mnie namierzy.
Nokia Siemens przyznaje, że sprzedano już 90 systemów odbiorcom na całym świecie. "Nie powiemy, komu" - usłyszeli dociekliwi dziennikarze. Rzecznik zapewnił jednak, że firma postępuje zgodnie z kodeksem (swoim) i regulacjami (ONZ i UE). Problem z regulacjami jest taki, że zabraniają handlować bronią z byle kim, ale systemy tego rodzaju nie są objęte zakazem.
Mniej bym się przejmował etycznymi wątpliwościami wokół handlu technologiami z państwami niezbyt demokratycznymi. Przecież Chiny czy Iran zdobędą sprzęt na którym im zależy, w najgorszym razie przez pośredników. Kim kupi to sobie niezawodnie (jeśli jeszcze nie ma). Marudzenie, że prawo unijne i międzynarodowe konwencje nie nadążają z ograniczaniem tym, których trochę mniej lubimy, dostępu do świeżo nam rozkwitających gałęzi przemysłu trochę mnie nuży. Najnowszy sprzęt mają nie tylko zbrodnicze reżimy, ale także przestępcy w każdym kraju. Żeby tego uniknąć, wszystkich naukowców wypadałoby pozamykać.
Ciekawsze wydaje mi się pytanie, jak zmieni się nasze zachowanie, gdy nasze wspaniałe demokratyczne społeczeństwa zrzekną się kolejnej "odrobiny" prywatności na rzecz wojny z terroryzmem i już przyzwyczaimy się do myśli, że wszelaka nasza aktywność jest rejestrowana i jakieś komputery uparcie ją analizują wyszukując podejrzanych zachowań. Pracodawcy zresztą też się takimi zabawkami interesują - dla dobra wspólnego oczywiście - i walki z patologiami.
- Nie mamy w tej chwili skutecznych algorytmów rozpoznawania terrorystów - komentuje tą sprawę Bruce Schneier, znany spec od bezpieczeństwa. Eksperci pytani przez Margottini są zgodni, że maszyna zalana potokiem wielorakich danych będzie notorycznie podejrzewać niewinnych ludzi o zbrodnicze intencje.
Czyli co? Od dziś zachowujemy się nienagannie. Zwłaszcza obcując z wszelką klawiaturą. Słowo "bomba" piszę w niniejszym zdaniu ostatni raz w życiu.
A może teraz tak będą wyglądać nasi funkcjonariusze po zakupach u Siemensa?
Zaś w ramach oczekiwania na iPhone'a 3G polecam Schneiera tekst na ten temat