26.11.200713:00

Małe jest wredne?

Czy tak trzeba podchodzić do każdego nowego gadżetu?

Eksperci bardziej obawiają się nanotechnologii, niż reszta społeczeństwa - donosi najnowsze "Nature Nanotechnology". To dla wszystkich powód do niepokoju. Niepokój jest w tym przypadku naszym świętym obowiązkiem.

Łukasz Partyka

W niedzielnym komentarzu na łamach "Nature Nanotechnology" prof. Dietram Scheufele z amerykańskiego Uniwersytetu Wisconsin-Madison opisuje wyniki ankiety, jaką jego zespół przeprowadził na temat zagrożeń związanych z nanotechnologią. Badacze pytali o to ponad tysiąc losowo wybranych Amerykanów oraz 363 czołowych amerykańskich naukowców i inżynierów zajmujących się nanotechnologią. Porównanie wyników obu grup daje do myślenia.

Eksperci nie są pewni, czy efekty ich pracy grożą nam czymkolwiek. Owszem, są bardziej optymistyczni niż ogół społeczeństwa, co do potencjalnych korzyści płynących z nowych malusieńkich wynalazków. Spodziewają się po nanotechnologii przełomów w naukach medycznych (i przemyśle zbrojeniowym). Ponadto, społeczeństwo amerykańskie bardziej niż jego naukowcy obawia się utraty prywatności na skutek rozpowszechnienia mikroskopijnych urządzeń szpiegowskich, a także - utraty miejsc pracy w wyniku postępu robotyki i automatyki.

- W dotychczasowych sporach wokół nowych dziedzin, takich jak energetyka jądrowa czy żywność modyfikowana, naukowcy zazwyczaj wymieniali mniej ryzyk związanych z tymi nowymi technologiami niż opinia publiczna i piszący o tym dziennikarze - komentuje prof. Scheufele.

Jednak tym razem specjaliści okazali większą niż ogół troskę o dwa obszary: nasze zdrowie i przyrodę. W przeciwieństwie do przeciętnego obywatela, eksperci obawiają się nowych nieznanych chorób i zanieczyszczenia środowiska. Nie chodzi o jakiś bunt nanorobotów. Niepożądane skutki mogą wywołać bowiem zarówno odpady produkcyjne, fragmenty odrywające się na skutek użytkowania, bądź uszkodzenia, oraz nanotechnologiczne śmieci. Obiekty setki razy mniejsze od średnicy ludzkiego włosa unoszą się w wodzie i w powietrzu. Bez trudu przenikają do organizmu, a ich złożona struktura może wywoływać gwałtowne a nieprzewidziane procesy chemiczne nawet wewnątrz naszych komórek. To samo grozi roślinom i zwierzętom.

- Naukowcy nie mówią, że mamy z tym problem - wyjaśnia prof. Scheufele. - Mówią, że nic na ten temat nie wiemy, bo nie zrobiono jeszcze odpowiednich badań.

Wydaje się, że to odległa przyszłość, a tymczasem nanotechnologia od dawna jest obecna w naszym życiu. Procesory 45 nm to jeszcze pół biedy, ale nanomateriały znajdują się już w setkach produktów bliższych ciału, np. w sprzęcie sportowym, albo antybakteryjnych pojemnikach na żywność. A nanozanieczyszczenia niepokojąco przypominające dym tytoniowy emitują cichcem zwyczajne drukarki laserowe.

Wnioski? Społeczeństwo nie wie, że nanomateriały, które stopniowo wkraczają na rynek, i nanomaszyny, które wkrótce opuszczą laboratoria, potencjalnie niosą sporo rozmaitych zagrożeń dla naszego zdrowia i naszego otoczenia. Tymczasem w ośrodkach badawczych i na akademiach medycznych rodzi się nanotoksykologia, kibicuję jej od jakiegoś czasu. Naukowcy od kilku lat postulują wprowadzenie międzynarodowych regulacji i decydenci tu i ówdzie zainteresowali się już tym zagadnieniem. I właśnie dlatego eksperci otwarcie przyznają, że coś jest na rzeczy. Badacze, politycy i media również muszą dziś o tym mówić, żeby ludzie byli świadomi nadciągających zagrożeń.

Autorzy ankiety uważają, że to najlepszy moment na publiczną debatę nad przyszłością nanotechnologii. Jeśli się tego teraz zaniecha i wybuchnie jakaś afera, opinia publiczna może storpedować finansowanie dalszych badań.

- To może być jeden z pierwszych obszarów wiedzy, gdzie uczeni i biznes mają szansę dotrzeć do ufnego społeczeństwa z rzetelnymi informacjami - podsumowuje prof. Scheufele. - Jak na ironię, będzie też pierwszą dziedziną, którą naukowcy muszą wytłumaczyć przed społeczeństwem i wyjaśnić, czemu trzeba się trochę bardziej przejmować potencjalnymi zagrożeniami.

Innymi słowy, nie narosły wokół niej mity tych rozmiarów, co wokół elektrowni atomowych. Jest szansa na opracowanie standardów bezpiecznej produkcji, używania i utylizacji różnych nanocudeniek. Zawczasu, nim będziemy łapać się za głowę na wieść, że ktoś znowu zalał rynki czymś, czego dziecko nie powinno brać do buzi.

Powinniśmy domagać się jasnej polityki od rządów i firm. I inwestować nie tylko w nanoroboty, które będą nam cichutko sprzątać krwioobieg, ale również w sposoby na ich okiełznanie, gdy coś pójdzie nie tak.

Przesadzam?

Dodaj swój komentarz:
Autor:
Login / Pseudonim: Hasło:
Komentuj pod pseudonimem jako Gość lub zaloguj się
| Załóż konto
Komentarz:

Najczęściej komentowane