W plebiscycie na najbardziej znienawidzoną technologię ostatnich lat, DRM z pewnością zająłby jedno z pierwszych miejsc. Wiele wskazuje jednak na to, że dni tego rozwiązania są policzone.
Michał Młynarczyk

W plebiscycie na najbardziej znienawidzoną technologię ostatnich lat, DRM z pewnością zająłby jedno z pierwszych miejsc. Wiele wskazuje jednak na to, że dni tego rozwiązania są policzone.
Michał Młynarczyk
Zawsze znajdzie się ktoś, kto w ten czy inny sposób skopiuje do pamięci komputera nowy album, film, odcinek serialu. Wystarczy, że jednej osobie uda się złamać zabezpieczenia. Albo, ostatecznie, obejść je stosując jedną z tych prymitywnych, ale zawsze skutecznych metod - w rodzaju podłączenia analogowego wyjścia słuchawkowego odtwarzacza CD do wejścia karty dźwiękowej. Pliki trafiają do sieci P2P i rozprzestrzeniają się błyskawicznie. Dzięki swojej architekturze, P2P nie zatyka się - im bardziej popularny materiał, tym łatwiej go ściągnąć. To już całkiem dojrzała technologia. Ściągnięcie pirackiego nagrania jest nie tylko tańsze ale i łatwiejsze niż kupienie go w internetowym sklepie.
Zwłaszcza, jeśli ten stosuje DRM. Zabezpieczone pliki stawiają zwykle mnóstwo wymagań - potrzebują konkretnego oprogramowania i sprzętu. Są kłopotliwe. A, co gorsza, nie dają żadnej gwarancji, że zachowamy dostęp do kupionych treści. Zdarzały się już przypadki, że firma sprzedająca muzykę zabezpieczoną DRM zamykała swój biznes i zostawiała użytkowników na lodzie. Wystarczy wyłączyć serwery obsługujące mechanizmy DRM, by w efekcie uniemożliwić klientom słuchanie muzyki, za którą zapłacili. Fajnie, nie?