11.03.200811:00

Internet a Hollywood

"To nie jest kraj dla starych ludzi"

Internet zmienił nie tylko nasze życia, sposoby, w jakie się komunikujemy i nasze myślenie o tym, co jest realne i co w zasadzie oznacza bliskość; zmienił również największą na świecie fabrykę snów - Hollywood. Już od czasu upowszechnienia się telefonów komórkowych scenarzyści mieli nie lada problem, powszechność Internetu sprawia, że filmy sensacyjne zmieniają swoje oblicze.

Marta Klimowicz

Jeden z hitów tegorocznego rozdania Oscarów - film braci Coen To nie jest kraj dla starych ludzi nie mógłby dziać się współcześnie, w pierwszych latach XXI wieku. Fabuła straciłaby sens, a film - swój klimat, źli ludzie szukaliby tropów swoich ofiar w Internecie, a telefony komórkowe znacznie ułatwiłyby życie tak ściganemu, jak i oprawcom. Zabieg osadzenia akcji filmu na kilka lat przed upowszechnieniem się dostępu do Internetu oraz telefonów komórkowych zdaje się być coraz częstszy; w innym wypadku scenarzyści czynią technologię jednym z bohaterów filmów.

Jeszcze kilka lat temu, w drugiej połowie lat 90-tych, nowe technologie były zaledwie interesującymi, raczej egzotycznymi nowinkami, które można było wykorzystać w filmach sensacyjnych, by nieco ożywić ich zgrany schemat. W 1995 roku oglądać można było m.in. Sandrę Bullock w Systemie, gdzie grała odizolowaną od wszystkich ludzi informatyczkę, której skradziono tożsamość. Niemal science-fiction, jak na tamte czasy. Trzy lata później Will Smith we Wrogu publicznym stał się ofiarą tajemniczej instytucji, której możliwości inwigilacji zdawały się być niczym nieograniczone. Przerażające, ale znowu raczej z gatunku s-f.

Dziś, ledwie parę lat później, rzeczywistość przerosła kino, filmy, w których pokazywano, jak wykorzystać można nowe technologie, zestarzały się błyskawicznie - ich twórcy nie byli w stanie przewidzieć tego, jak naprawdę funkcjonował będzie Internet i jak głębokie zmiany dokonają się w życiu społecznym za jego udziałem. Współczesne kino nie może już lekceważyć istnienia telefonów komórkowych, laptopów i wi-fi w życiu dzisiejszych ludzi (polskie kino to osobna bajka, o nim ostatni akapit); staje tym samym przed nie lada zadaniem - jak kręcić klasyczne kryminały, w których ktoś kogoś szantażuje, porywa i grozi? Kilka sprawnych kliknięć, dwa błyskawiczne telefony i kryminaliści mogą być namierzeni, nici z mrocznej atmosfery, pościgów w nocy i tajemniczych anonimów.  

Hollywood radzi sobie z tym problemem na dwa sposoby. Z jednej strony, w chyba co drugim filmie, jaki widziałam w ostatnim czasie, a którego akcja działa się współcześnie - bez względu na to, czy była to komedia romantyczna, czy mroczny kryminał - pojawiał się Internet, choćby przez krótkie stwierdzenie "wyguglaj to". Temat portali randkowych i szukania miłości przez Internet (dotąd najszerzej sportretowany w Masz wiadomość z 1998 i Facecie z ogłoszenia z 2005), aż kusi o rozwinięcie nowego gatunku komedii romantycznych, dziejących się także na płaszczyźnie Internetu (tu aż się prosi o przywołanie polskiej Samotności w sieci, ale jednak zmilczę). Pojawiają się również kryminały i filmy sensacyjne, w których Internet czy komórki odgrywają nie mniej ważną rolę, co pierwszoplanowi bohaterowie - warto wspomnieć choćby o Komórce z Kim Basinger, którym bez tytułowego telefonu nie byłoby filmu.

Z drugiej strony, Hollywood, pragnąc korzystać jednak ze schematów, które wszyscy dobrze znamy i już od lat kochamy, po prostu ignoruje istnienie Internetu i komórek. Albo udaje, że ich po prostu nie ma (ile razy, oglądając ostatnio jakiś film, pytaliście samych siebie - czemu on do niej nie zadzwoni lub czemu nie sprawdzi tego w necie?), albo też przenosi akcję w czasy, gdy ludzkość żyła w porządny, staromodny sposób. Ludzie pisali listy (na papierze), czasem do siebie dzwonili (niektórzy wręcz telefonów nie mieli), a wiadomości o złych ludziach szukali na mikrofilmach w ciemnych bibliotekach. 

A polskie kino? Polskie kino w ogóle nie ma problemu z nowymi technologiami, polskie kino nie ma problemu ze współczesnym życiem Polaków i Polek, polskie kino żyje swoim własnym życiem, czasem odwołując się do martyrologii (krytycy mdleją z zachwytu), czasem tworząc jakieś sztuczne życie młodych Warszawiaków, zamieszkujących apartamenty, pracujących nad projektami i jeżdżących szybkimi autami (publiczność kupuje popcorn, odtwórcy głównych ról zyskują tytuł najpiękniejszych roku kolorowej prasy).

Dodaj swój komentarz:
Autor:
Login / Pseudonim: Hasło:
Komentuj pod pseudonimem jako Gość lub zaloguj się
| Załóż konto
Komentarz:

Najczęściej komentowane