Masz poczucie, że ciągle zna cię za mało osób? Marzysz o dorównaniu sławie Edyty Herbuś, Dody czy braci Mroczek razem wziętych, by trzymać się wyłącznie polskiego podwórka? Serwisy lifestreamingowe zostały stworzone dla ciebie.
Marta Klimowicz

Masz poczucie, że ciągle zna cię za mało osób? Marzysz o dorównaniu sławie Edyty Herbuś, Dody czy braci Mroczek razem wziętych, by trzymać się wyłącznie polskiego podwórka? Serwisy lifestreamingowe zostały stworzone dla ciebie.
Marta Klimowicz
Jak było dotychczas, to chyba większość z nas wie. Rady, jak nie zostawiać po sobie śladów, jak uważać na podawanie swoich danych, ostrzeżenia, by ukrywać przed nieznajomymi swoje profile tworzone w społecznościach internetowych itd. itp. Milczące założenie było takie, iż ludziom po prostu zależy na ochronie jak największej liczby informacji na swój temat i zapobieganiu, by postronne osoby miały do nich dostęp. Myślenie takie wyraźnie widać tak w artykułach prasowych, jak i na blogach, gdzie m.in. Paweł Lipiec zastanawia się, czemu służyć ma Flaker, najnowszy polski serwis lifestreamingowy.. Cóż, można by zapytać, odbijając piłeczkę, czemu służyć mają tony kolorowych tygodników w kioskach, czemu służyć mają sieciowe brukowce w stylu Pudelka czy Plotka etc.
Obecnie nie tylko Hollywood i Taniec z Gwiazdami promują celebrities, robi to - choć często na znacznie mniejszą skalę - także i Internet. I nie chodzi mi tu nawet o przypadek Krzysztofa Kononowicza czy Jožina z bažin, a o sytuację, w której "zwykli" ludzie stają się popularni, zaś dane na ich temat ogólnie dostępne. Ponieważ zakres takiej sławy zazwyczaj jest znacznie mniejszy, niż w przypadku Brada Pitta czy Demi Moore, osoby takie określane są mianem "mikrocelebrities" (więcej na temat tego zjawiska można przeczytać np. na blogu Yashke).
Kreowaniu takich osób dotychczas służyły różnego rodzaju, zwykle niepołączone ze sobą przestrzenie internetowe - istnieli między mikrocelebryci na blogach czy najróżniejszego rodzaju serwisach społecznościowych, jednak rzadko można było mieć dostęp do pełnego internetowego obrazu tożsamości takiej osoby. Zmieniły to tzw. serwisy lifestreamingowe (m.in. Lifestreams, Friendfeed czy Onaswarm, na polskim podwórku działają zaś Dashboard i Flaker), agregujące w jednym miejscu wiadomości pozostawiane przez użytkowników rozmaitych serwisów typu Web 2.0. Dzięki temu można wiedzieć o danej osobie jeszcze więcej - jakich zakupów dokonuje za pośrednictwem Internetu, jakiej muzyki słucha, co właśnie robi, jakie strony uznała za ciekawe oraz co i jak fotografuje. Imponujący zasób zdawałoby się nikomu niepotrzebnej i nikogo nieinteresującej wiedzy. Skoro jednak kogoś interesują najnowsze plany adopcyjne Madonny tudzież kłopoty rodzinne Amy Winehouse, czemu ktoś inny nie miałby być ciekawy, jakiej muzyki słucha jego ulubiony bloger czy dokąd podróżuje jego znajomy z Grona? Oczywiście, wszystko na znacznie mniejszą skalę, w końcu mikrocelebryci to nie te same gwiazdy, które spotkać można na okładkach kolorowych pism. Różni ich jeszcze jedno - ci pierwsi mają chyba zdecydowanie łatwiejsze zadanie w zarządzaniu swoją tożsamością i kontrolowaniu swojego wizerunku. Świadomie wykorzystując dostępne środki są w stanie mieć pełną kontrolę nad tym, jakie i komu udostępniają informacje; w przypadku tych większych gwiazd zadanie to jest już nieco trudniejsze.
Najprawdopodobniej serwisy te nie uczynią z nikogo nowego bohatera kolejnej edycji tańczących czy śpiewających gwiazd; natomiast znacznie bardziej prawdopodobne jest to, że zmieni nasze podejście do kwestii prywatności i anonimowości w Internecie. Możliwe, że myślenie "ukrywa się tylko ten, który ma coś na sumieniu" w istocie odzwierciedla to, co spora część osób sądzi na temat Internetu. W przypadku Polski dało się to doskonale zauważyć na przykładzie serwisu Nasza-Klasa, którego użytkownicy nader chętnie udostępniają tak znajomym, jak i nieznajomym szereg informacji na swój temat. I choć ostatnie innowacje umożliwiają intuicyjne utajnienie całego lub tylko części profilu, to nie mam wrażenia, by wiele osób tylko czekało na tę funkcję. Wręcz przeciwnie, jak rozumieć można z szeregu dyskusji, które przy tej okazji się toczyły, użytkownicy Naszej-Klasy nie widzą potrzeby takiej funkcji, nie mają się czego wstydzić i niczego do ukrycia przed przypadkowymi osobami.
Oczywiście, wybór ostatecznie należy do internauty i jego kompetencji: to, czy zdecyduje się on upubliczniać swój numer telefonu i informacje o ostatnich internetowych zakupach leżą wyłącznie w jego gestii. Może rzeczywiście nadeszła pora, w której internauci przestaną zupełnie dbać o ochronę swojej sieciowej prywatności, uznając ją za złudną już u swoich podstaw? A może serwisy lifestreamingowe sprawią, że kwestia prywatności stanie się jeszcze bardziej zapalna i istotna dla większej ilości osób, które uświadomią sobie jej wagę?